Katagoria: Genetyczne wieści, opublikowano 4 lata temu.

Bruzdy na umyśle


 

Zaczęło się od in vitro, a skończyło na skandalu politycznym. Aż nie che się komentować podobnych bzdur. Niech zastąpią mnie cytaty…

 

In vitro niczego nie załatwia

 

Od czego powinniśmy zaczynać?

Od próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, gdzie w stosowaniu metody in vitro jest dobro. A potem zastanowieniem się nad tym, dlaczego zagrożeniem są dla nas pewne zachowania. Wypracowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego jest osiągnięciem naukowym – przyznano za to Nagrodę Nobla. Ale czy to oznacza, że powinniśmy tę metodę stosować? Czy to jest dobre?

 

Jak to się ma do zapłodnienia pozaustrojowego?

Okazuje się, że są takie zespoły wad genetycznych, które wielokrotnie częściej występują u dzieci z in vitro niż u tych poczętych w sposób naturalny, zwłaszcza cztery takie zespoły: Pradera-Williego, Angelmana, Silvera-Russella oraz Wiedemanna. Dziecko z zespołem Pradera-Williego może mieć na przykład opóźnienie rozwoju mowy, małogłowie, charakterystyczne cechy morfologiczne twarzy. Są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych.

Z kolei dzieci z zespołem Angelmana charakteryzuje m.in. brak koncentracji uwagi, nadpobudliwość, kłopoty z jedzeniem, ze snem, częste ślinienie się, wysuwanie języka, itd. To są wady genetyczne. Idźmy dalej: zespół Silvera-Russella. Okazuje się, że ten zespół u dzieci z in vitro występuje – wedle szacunków – dziesięciokrotnie częściej.

Co tu mamy: niski wzrost – u mężczyzn 150 cm, u kobiet 140 cm. Trudności w uczeniu się, dysleksja. W zespole Wiedemanna mamy przerost języka, przepukliny brzuszne, występowanie bruzd i dołów w płatkach uszu. Na szczęście człowiek z pewnymi wadami genetycznymi może żyć.

Ale przecież wady genetyczne występują też u dzieci poczętych w sposób naturalny…

Oczywiście – i o tym mowa, znacznie rzadziej. Co innego, gdy ktoś pochodzi z rodziny, w której jest duża zapadalność na raka, np. na raka piersi. Nie mamy na to wpływu i nie chcemy się wypierać naszej genealogii. Jesteśmy wdzięczni naszym przodkom za życie. Tymczasem przy in vitro dokonujemy procedury, która znacznie zwiększa ryzyko. Dlaczego to robimy? Idźmy jeszcze dalej: a jeśli te dzieci z in vitro nie będą miały potomstwa, to też wspomożemy je zapłodnieniem pozaustrojowym? Społeczeństwo może wszelako zasadnie stawiać pytania o to, jak będzie wyglądało w kolejnych pokoleniach?

Źródło

Longchamps de Bérier. Nowy wymiar ideologii

W 2010 roku Robert G. Edwards otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny w uznaniu za wkład w rozwój metody zapłodnienia pozaustrojowego in vitro (IVF). To najwyższa możliwa forma atencji w nauce. Takie wydarzenie poprzedzone jest latami badań, masą publikacji naukowych w prestiżowych czasopismach i koniecznością przejścia przez gęste sito weryfikacji wyników.

Trzy lata później w wywiadzie udzielonym dla tygodnika Uważam Rze ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier, stwierdza, że „są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka, wiedzą już, że zostało poczęte z in vitro. Bo ma dotykową bruzdę, która jest charakterystyczna dla pewnego zespołu wad genetycznych”. Pytany o naukowe źródła swojej wiedzy, przywołuje zaś publikację, będącą zbiorem referatów z białostockiej konferencji, oraz znajomość lekarzy, którzy tak właśnie uważają.

Źródło

Dzieci z in vitro nie mają żadnych bruzd na twarzy

Dzieci poczętych metodą in vitro nie można rozpoznać na podstawie dodatkowej bruzdy na twarzy – mówiła w TVN24 genetyk prof. Ewa Bartnik.

Odwołała się w ten sposób do wypowiedzi ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier, który w niedanym wywiadzie stwierdził, iż lekarze po wyglądzie rozpoznają dzieci poczęte tą metodą. – To stygmatyzacja – oceniła prof. Bartnik.

Prof. Bartnik potwierdziła, że niektóre bardzo rzadkie choroby genetyczne nieco częściej pojawiają się wśród dzieci poczętych in vitro. – Ale proszę nie zakładać, że wszystkie dzieci poczynane metodami bez wspomagania są zdrowe jak rydz. Około 4-5 proc. urodzonych naturalnie też ma jakieś problemy. W przypadku dzieci poczętych in vitro będzie to o około jeden procent więcej – stwierdziła prof. Bartnik.

Źródło
 

Klucz do DNA

Klucz do DNA

Odczytujemy jedynie fragmenty kodu, bardziej domyślając się – niż wiedząc, co jest pomiędzy poznanymi słowami. Brakuje nam klucza do zrozumienia języka DNA. Kiedy go znajdziemy, będziemy mogli odczytywać wiadomości, jakie mają dla nas geny.

Książka do kupienia w księgarni autorskiej

 

Podobne wpisy


Słowa kluczowe: , ,

Licznik: 305


 
Share This